Trochę o Belgradzie
Z Warszawy do Krakowa za 31zł dostaliśmy się koleją, pociągiem pośpiesznym. Mimo że odległość niespełna 300km zajmuje ponad 5,5h to cały przedział był do naszej dyspozycji. W Krakowie czekając na autobusowe połączenie do Budapesztu można było zjeść obiad. Bilet autobusowe z Krakowa do Budapesztu w jedną stronę kosztuje 55zł, w obie natomiast 105zł. Czas przejazdu to około 7h. Niestety na granicy polsko-słowackiej były problemy z jednym z pasażerów i podróż przeciągnęła się o następne 40-50min, co okazało się kosztować nas 70euro gdyż po 20min spóźniliśmy się na pociąg z Budapesztu do Belgradu (autobus miał dotrzeć na 22.00 a pociąg planowo jest o 23). Przejazd z dworca autobusowego Nepliget na kolejowy Keleti zajmuje około 30min metrem.
Spóźnieni na pociąg o 23 musieliśmy czekać do 13.20 na następny… pozostało nam poszukać jakiegoś hotelu. Około 100metrów od dworca jest *** hotel Baros, tanio nie był, za dwuosobowy pokój plus śniadanie 70 euro.
Wypoczęci, odświeżeni i najważniejsze … najedzeni :) ruszyliśmy dalej. Bilet w dwie strony Budapeszt-Belgrad-Budapeszt zaskakuje ceną, tylko 28euro co nawet po obecnym niekorzystnym kursie po przeliczeniu na złotówki daje około 130zł.
Po zliczeniu kosztów transportu podróż do Belgradu oraz droga powrotna kosztowała około 300zł nielicząca przygody w Budapeszcie.
Na dworcu czekała na nas już pani Branka, kustosz Muzeum Narodowego w Belgradzie, która podczas pobytu na jednej z konferencji w Warszawie zaoferowała pomoc w “załatwieniu” studiów na Belgradzkim Uniwersytecie.
Po raz kolejny okazało się że zima to nie jest najszczęśliwszy czas na podróże na Bałkany… dużo śniegu, zimno brrrr…!
Następnego dnia po przyjeździe odwiedziliśmy Muzeum Narodowe ale od zaplecza, poznaliśmy Radovana, malarza który pracuje jako konserwator a “prywatnie” jest skrajnym serbskim nacjonalistą. Przy domowej rakiji mogłem wysłuchać opowieści o rodzinnych stronach Radovana, o “serbskiej” Krajinie, o mordach Ustašy na Serbach, o ostatniej wojnie w Chorwacji, a także o tym że Chorwaci chcieli wymordować cały naród serbski ponieważ jest on wierny prawosławiu.
Dowiedziałem się że Chorwaci do skatolicyzowani Serbowie. Mimo że ja i Radovan mamy o 180 stopni różne zapatrywania na XX wieczną historię Bałkan bardzo uważnie słuchałem osobistych wspomnień artysty.
Po ponad godzinnej rozmowie razem z kolegą zostaliśmy zaproszeni na spotkanie ultra-prawicowej, cetnickiej grupy “1389″.
Na spotkaniu przedstawiono bardzo prosty obraz dobra i zła – źli katolicy, Chorwaci razem z Papiestwem dążą do zniszczenia prawosławia i wymordowania Serbów. Jeden z uczestników kiedy usłyszał że jesteśmy z Polski i do tego katolikami dodał że papież współpracuje z masonerią i jest ludobójcą. Nie widząc sensu dyskusji (tacy ludzie nie szukają prawdy i nie docierają do nich argumenty) po prostu słuchałem. Nie wytrzymałem kiedy jeden z uczestników powiedział że Serbka Republika Krajiny została bestialsko spacyfikowana i zapytałem się jakim prawem mają za złe uznaniu Kosowa za niepodległe od Serbii państwa a jednocześnie chcieli 1/3 terytorium Chorwacji inkorporować i utworzyć marionetkowe państewko.
W odpowiedzi usłyszałem że to są serbskie tereny i że cała Chorwacja jest Serbska i ich misją jest reprawosławizacja skatolicyzowanych Serbów (patrz Chorwaci). Kiedy zapytałem się o Ivo Andrića pojawiła się konsternacja i po chwili usłyszałem że był to Serb który zdradził prawosławie i był katolikiem. Na nic moje argumenty iż sam pisał o sobie iż jest katolickim Chorwatem z Bośni.
Spotkanie było niewątpliwie bardzo ciekawie, ale nie oszukujmy się, takie poglądy odnośnie najnowszej historii Bałkanów podziela naprawdę mikroskopijna część Serbów.
W niedzielę znaleźliśmy kościół katolicki, jak można się domyślać ksiądz jak i prawdopodobnie ogromna większość wiernych to Chorwacki. Na mszę zaprosiłem syna pani Branki, Koje (Konstantyn). Na widok rejestracji samochodu zaparkowanego na plebani z chorwacką rejestracją, Koja lekko się skrzywił i powiedział mi że zawsze jak widzi chorwacką flagę czuje złość.
Mszę poprzedzał różaniec a sama liturgia była po chorwacku. Ciekawostką może być fakt udzielenia komunii pod obiema postaciami co domyślam się jest spowodowane obecnością w prawosławnym otoczeniu. Mszę kończył Anioł Pański.
Po cichu miałem nadzieję że uda mi się pójść na Boską liturgię do cerkwi unickiej ale niestety kościół był zamknięty.
Kiedy kolejnego dnia odwiedziłem wydział historyczny Uniwersytetu aby ustalić zasady na jakich mógłbym od października przebywać na uczelni po przedstawieniu zainteresować usłyszałem iż może lepiej byłoby studiować w Zagrzebiu “bo tam jest więcej zachowanych dokumentów”. Byłem naprawdę zaskoczony… jeden z profesorów uśmiechając się dodał iż sam ma wielu kolegów po “stronie” chorwackiej i razem konsultują swoje prace. Na przestrzeni kilku dni poznałem całkowite różne odlicza podejścia do najnowszej historii Serbsko-chorwackiej. Inteligencja serbska ma świadomość że historię winno się zapamiętać ale nie wolno nią żyć.
Dzięki uprzejmości kierownika Archiwum serbskiego dostałem gwarancję bezproblemowego korzystania ze wszystkich udostępnionych dokumentów. Miłe słowa powiedział mój potencjalny mentor na uczelni, że “jeśli ktoś fatyguje się i uczy ich języka i chce pisać i ich historii to oni czują się w obowiązku takiej osobie otworzyć wszystkie drzwi i pomóc tak tylko jak mogą”.
Niestety czasu na zwiedzanie miasta nie było dużo, jednakże udało mi się zobaczyć czy to Kalemegdad, budynek Parlamentu czy chram świętego Sawy, który robi wrażenie swoimi rozmiarami ale w dużym stopniu nadal nie jest skończony. Poniżej kilka zdjęć…
Takie słowa zmotywowały mnie jeszcze bardziej do uczenia się języka i z wielką niecierpliwością czekam na październik. Mam ogromną nadzieję że wszystko się ułoży po myśli.
O Belgradzie można by pisać wiele, o przepysznych burkach w przydrożnych pekarach, czy kafanach z wyśmienitym piwem, o kawie parzonej w dżezwie i cukierniach głównie prowadzonych przez muzułmanów z “diabelni” słodkimi delicjami jak baklawa.
Tam trzeba po prostu pojechać!


























.


noo moze tu sie uda:) Chcialam Ci tylko powiedziec- dziekuje!!1 za najswiezsze zdjecia z mojego ukochanego miasta!! Tesknie za nim bardzo….
proszę bardzo… a tak a propo to co Cie laczy z serbia oprocz naziwska?
Przeżyłeś ciekawą przygodę Marcinie. A ja przeczytaniu tych relacji mogłem odbyć tę podróż razem z Tobą. Miejsce w którym chcesz studiować nie przypadło mi jednak do gustu. Jest zimne, szare, i obce. Osobiście gdybym miał wybierać “miejsce” do studiów to wybrałbym Rzym. Ale oczywiście moje preferencje odnośnie miejsca mają się nijak do tego, że ty chcesz studiować język i historię tego kraju akurtat który wybrałeś. Ja potrafiłbym nawet zmienić preferencje odnośnie tematu studiów abym tylko mógł przebywać nad lazurowym morzem i pod błękitnym włoskim niebem. Nie wspomnę o zapachu włoskiego espresso unoszącego się po wąskich zaułkach Wiecznego Miasta i o wielu jeszcze rzeczach nie wspomnę, bo to Twój bloog a nie mój, hehehe…
Ps. Przyznam się szczerze, że jestem dumny, że mam takiego oryginalnego kolegę;)
haha dzięki! Ale wiedz mi Bałkany są cudowne… a lazurowe wybrzeże kocham ale te nasze – słowiańskie czyli Czarnogóre i Chorwację. Nie piłeś pewnie kawy na turski naćin więc nie wiesz co tracisz :) Studia będą głównie na jesieni więc moja ulubiona temperatura 15-20C :)
pozdrawiam Ciebie i dzięki za komentarz
Witaj Marcinie,
Szukałam na necie kościoła katolickiego w Belgradzie, ( o polskim to chyba nie ma mowy) i natrafiłam na Twój blog.
Chciałabym się Ciebie prosić o pomoc w zlokalizowaniu tego kościoła św. Piotra. Czy pamietasz adres? Jakiś punkt referencyjny? Dojazd?
Jadę do Serbii…z pracy. Przyznaję, że mało co wiem o tym mieście.
Z góry dziękuję za pomoc!
Ola
http://solair.eunet.yu/~nadbisbg/ tu lista kościołów i godziny sprawowania mszy świętej.
jest bezposrednie połaczenie autobusowe i kosztuje 405 zł juz w dwie strony tam i spowrotem czyli tanio