Erazmus…

Erazmus...
Wszystko co dobre szybko się kończy, stare powiedzenie kolejny raz okazało się w całej rozciągłości prawdziwe. W ubiegły czwartek zakończyła się jedna z ciekawszych przygód jakie los pozwolił mi przeżyć, po blisko 5 miesiącach spędzonych w Bułgarii wróciłem do domu. Nie jest możliwe opisanie połowy tego wszystkiego czym chciałbym się się z Wami podzielić, tym niemniej oto bardzo streszczona relacja z odbytej wymiany studenckiej.
Jeszcze będąc w Belgradzie, na jesieni otrzymałem z uczelni maila że możliwy jest kurs językowy przygotowujący do studiów w Bułgarii, jakby na to nie patrzeć, jest to kolejna darmowa okazja aby nauczyć się czegoś nowego. Nie było zatem wątpliwości że planowany wyjazd do Bułgarii w połowie lutego przesunie się na początek stycznia. Mimo problemów na uczelni w związku z przeciągniętymi studiami w Serbii udało się wszystko uporządkować i 10 stycznia wylądowałem na lotnisku w Sofii. Małe problemy z odnalezieniem Departamentu za językowo nauczanie Sofijskiego Uniwersytetu “Świętego Klimenta Ohrydzkiego” ale na szczęście wszystko zakończyło się sukcesem. Okazało się, że na intensywny kurs języka bułgarskiego zapisało się około 15 osób w tym także jeszcze jeden Polak – Rober, co ciekawe studiuje on w Finlandii. Oprócz nas byli jeszcze Belgowie, Holenderka, Francuzi, jedna Hiszpanka, Włoszka, Węgierka, Fin oraz Grek.

“Corridor party”w akademiku w Sofii

Towarzystwo okazało się wyjątkowo sympatyczne i jak się później okazało przeszło 3 tygodnie wspólnej nauki minęło w wyjątkowo przyjaznej atmosferze. Początkowo sądziłem, że zostanę zakwalifikowany do grupy początkowej, jednakże z uwagi na znajomość serbskiego i fakt bycia Słowianinem od razu rozpocząłem naukę języka w grupie średnio-zaawansowanej. Kolejny raz można powiedzieć, że los okazał się szczęśliwy gdyż w grupie tej było jedynie 3 osoby i nauka była dużo bardziej efektywna niż w grupie początkującej w której “męczyło się” dwunastu studentów.

Wieczorne pogadanki podczas jednej ze wspólnych wycieczek do Płowdiwu

Zajęcia rozpoczynały się o 8 rano i z jedną przerwą na śniadanie około 10.30 trwały blisko do 14. Od pierwszych zajęć lekcje prowadzone były jedynie po bułgarsku, w żadnych przypadkach pojawiał się angielski w celu wytłumaczenia jakiegoś nieznanego słówka, efekty zatem pojawiły się błyskawicznie. Nie samą nauką żyje człowiek, zatem organizowane były dla “erazmusów” wycieczki po Bułgarii, oraz okolicznych monasterów. Wieczorami z kolei organizowaliśmy tak zwane “corridor parties” na które często przychodzili mieszkający kilka pięter wyżej Turcy.
Pobyt w Sofii był także okazją do nauki narodowych bułgarskich tańców, wielogodzinne próby pozwoliły nad na niemal profesjonalne :) wykonanie bułgarskich ludowych “szlagierów”.

Trzy tygodnie minęły błyskawicznie, oprócz znajomości języka każdy z nas zdobył coś więcej – przyjaciół. Po zakończonym kursie wróciłem na dwa tygodnie do Polski, aby pod koniec lutego rozpocząć kolejną jak się miało okazać niesamowitą przygodę – studia na wydziale teologii prawosławnej w Velikotarnovskim uniwersytecie “Św.św. Cyryla i Metodego”.

Velikotarnovski Uniwersytet Św.św. Cyryla i Metodego
Cygańsko-turecka “wioska” u podnóża Uniwersytetu
Jedyny meczet w Veliko Tarnovie

Okazało się że jestem pierwszą osobą, która zdecydowała się przyjechać na wymianę aby studiować prawosławną teologię, tak jak przewidywałem wykłady prowadzone były jedynie po bułgarsku. W akademiku dość szybko udało się zintegrować w przybyłymi do Veliko Tarnova “erazmusami”i tym razem większość studentów pochodziła w Polski, byli to w całości studenci filologii słowiańskiej z Lublina, Łodzi i Torunia. Oprócz frontu polskiego, były także trzy Słowaczki, dwie Litwinki, i jedna Greczynka. Życie w akademiku, gdzie nie było podziału na studentów z wymiany i Bułgarami okazało się wyjątkowo ciekawe, lecz bardzo utrudniające naukę. Pierwsze nowe słowo jakie poznałem w dzień zakwaterowania w “obsteżitieto” było “купон” (kupon) czyli impreza. Można powiedzieć, że pobyt w Veliko Tarnovie znalazł się w dużej części w cierniu tego słówka.

Mój pokój w akademiku, dzielony ze Stanimirem i Mariuszem

Same około 70tys. miasteczko okazało się czarującym i magicznym miejscem. Malownicze wzgórza, które przecinała niewielka rzeczka Jantra, dziesiątki kawiarenek gdzie można dostać czarne i mocne expresso za równowartość 1.5zł. Najbardziej ucieszył mnie fakt iż w mieście jest katolicka parafia i malutki położony u stup wzgórza XIX wieczny kościółek. Niespodzianką był fakt, że proboszcz parafii mimo że Bułgar zna język polski. Niedzielne msze gromadziły około 20 osób z czego większość to były mieszkające w Tarnovie Polki oraz garstka okolicznych Bułgarów. Mszę velikotarnovskiej parafii celebruje się codziennie o 17 oraz w niedziele o 11 oraz 15.

Wspólne oglądanie meczu Polska – Bułgaria, ku rozpaczy kolegów Bułgarów Polacy byli górą! 2:0 dla nas!

Kolejnym miłym doświadczeniem były same zajęcia, oraz kontakt z p. Marią Karapenczewą, odpowiedzialną za “erazmusów”. Można powiedzieć, że całą odpowiedzialność za sprawy formalne przejęła strona bułgarska, tak że nam przyjezdnym pozostało tylko uczęszczanie na zajęcia i poznawanie miasta. Z uwagi na zainteresowania z kilkunastu przedmiotów wybrałem: patrologię, chrześcijańską etyką, chrześcijańską sztukę, wstęp do liturgiki, liturgikę oraz na wydziale sławistycznym język serbski. Oczywiście tam gdzie w tytule jest termin chrześcijańska można by bez większych obaw o błąd wstawić – prawosławna. Przed wykładami obawiałem się że zajęcia mogą być nudne lub niezrozumiałe, w rzeczywistości każde wykłady były niesamowitą przygodą intelektualną, a i nie miałem większych trudności ze zrozumieniem istoty przekazu. Głównymi tematami lekcji była szuka ikonograficzna, architektura cerkiewna, znaczenie i struktura liturgii wschodniej, sakramentologia prawosławna, etyka prawosławna, przebóstwienie i teologia hezychazmu.

Widok na wzgórze Carewec, po prawej mała wieża zwana “wierzą Baldwina I” gdyż po zwycięstwie Kalo Jan uwięził tam cesarza Cesarstwa Łacińskiego
Veliko Tarnovo zimą
A tu już wiosna

Bułgaria to jeden z najmocniej zlaicyzowanych państw w Europie, indyferencja religijna, zanik religijności dał się odczuć także na wydziale teologicznym. Koledzy z którymi miałem zajęcia nie wykazywali się większą ambicją w studiowaniu i sami deklarowali że są tu gdzie są z racji na to że coś studiować trzeba. Przez ten cały okres studiów spotkałem kilka osób deklarujących się jako wierzący ale ich postawa i styl życia był daleki od zasad chrześcijaństwa.

Kościół rzyskokatolicki w VT

Dużą pomoc okazała mi przydzielona na uczelni mentorka – Sylwia. Dzięki wieczornym wyjściom na kawę miałem doskonałą okazję do ćwiczenia języka i przy okazji mogłem dowiedzieć się więcej o mentalności Bułgarów. Młode Bułgarki oprócz zabawy w klubach w których gra się “czalgę” (bułgarska wersja discopolo) najwięcej czasu poświęcają na umodelowanie włosów, makijaż oraz szukaniu “nadzianych facetów” którzy będą w stanie zapewnić im dostatne życie. Nie chcąc wpaść w pułapkę generalizacji mogę jednak stwierdzić, że miłość w rozumieniu poświęcenia i oddania nie jest uczuciem które charakteryzuje większą część kobiet w tej części Europy.

Niedziela Palmowa – po lewo Sylwia – jest prawosławna ale to nie przeszkadza w pomaganiu w czytaniu opisu Męki Pańskiej, celebruje ksiądz proboszcz.

Z czasem w niedzielnych mszach towarzyszyła mi moja mentorka, którą zapraszałem na liturgię do Kościoła katolickiego wiedząc, że jej stosunek do cerkwi prawosławnej jest dość negatywny. Atmosfera panująca w kościele, bardzo dobre przygotowanie pastoralne proboszcza i osobiste zaangażowanie w budowanie wspólnoty był czymś nowym dla wychowanej w sztywnej atmosferze prawosławia Sylwii. Bardzo ucieszyła mnie wiadomość że po moim wyjeździe z Velik Tarnova Sylwia nadal uczęszcza na mszę. Mam nadzieje, że powróci do życia sakramentalnego, a jeśli Bóg pokieruje ją w stronę katolicyzmu na stałe będę się również bardzo cieszył.

Katedralna cerkiew pw. Poczęcia Najśwętszej Bogurodzicy

Bułgaria w przekonaniu wielu jawi się jako kraj prawosławny, ale oprócz często pięknych i bogatych architektonicznie cerkwi jest to kraj ludzi którzy są daleko od Boga i Kościoła. Nie chodzi tu o prozelityzm, ale o odnowienie w społeczeństwie prawdziwej, żywej wiary która przywróci wspólnotę. Dzięki podarowanej przez ks. proboszcza książki o początkach i przyczynach XIX wiecznej unii kościelnej bułgarskiej cerkwi z Rzymem mogłem lepiej zrozumieć przyczyny takiego stanu rzeczy. Ciekawe były także refleksję jednego z wykładowców z jakim miałem zajęcia – archimandrytą Aksentim, który to wprost nazwał prawosławnych księży w Bułgarii mianem szamanów, który odprawiają magiczne ceremonie niczego z nich nie rozumiejąc.


Ostatnie trzy tygodnie pobytu w Bułgarii spędziłem nad morzem w Rawdzie, w której mogłem w oderwaniu od akademickiego zgiełku napisać wymagane na zaliczenie eseje. Jedną z prac było przetłumaczenie stałych części i omówienie … mszy trydenckiej :) Dzięki pobytowi w okolicach Burgas mogłem odwiedzić znajomą parafię greckokatolicką w Burgas w którym to pracują polscy zakonnicy (tak w parafii łacińskiej jaki greckiej).

Wszystko co dobre szybko się kończy… ale pozostają wspomnienia, do których można raz po raz wracać. Jeśli ktoś czytając te bardzo lakoniczne wspomnienia myśli o wymianie erazmus mogę powiedzieć tylko jedno – naprawdę nie ma się czego bać!

Share and Enjoy:
  • Facebook
  • Google
  • E-mail this story to a friend!
  • Wykop
Polish flagItalian flagPortuguese flagEnglish flagGerman flagFrench flagSpanish flagArabic flagRussian flagGreek flagBulgarian flagCzech flagCroat flagDanish flagRumanian flagLatvian flagLithuanian flagSerbian flagSlovak flagSlovenian flagUkrainian flag
By N2H

O autorze

χριστιανος

włóczący się po Bałkanach, zafascynowany wschodnim chrześcijaństwem łacinnik, lekko anarchizujący konserwatysta w wolnych chwilach lubiący dobre wino i aromatyczną fajkę... a poza tym student

Zostaw komentarz

Możesz użyć tagów XHTML : <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <blockquote cite=""> <code> <em> <strong>